Image
Top
Menu
Lipiec 2, 2019

CSR a sprawa larpowa

Ten aartykuł ukazał się pierwotnie na blogu Larpowiec Histeryczny.

Czym właściwie jest owo mityczne CSR? Po polsku brzmi bardziej zrozumiale – społeczna odpowiedzialność biznesu. Według powszechnego mniemania sprawa czysto korporacyjna. Wedle niektórych – zupełnie nie dla larpowców. Ale to tylko pozór. 

Zacznijmy od krótkich definicji. Społeczna odpowiedzialność to założenie, że przedsiębiorstwo dobrowolnie stara się godzić zarabianie pieniędzy z interesem społecznym. Nie tylko w relacji z klientem, w wymiarze PR-owym, ale przede wszystkim w  wymiarze budowy swoich strategii rozwojowych i sprzedażowych, a także produkcyjnych. Sprawa jest prosta, ale nie aż tak. Nie chodzi tu bowiem o wymiar prawny i formalny. Nie chodzi o to, że firma działa zgodnie z prawem. Ona ma działać również dla dobra wspólnego, w oparciu o dobre praktyki i szeroko rozumianą słuszność. Jest to traktowane jako inwestycja, wkład w funkcjonowanie społeczności. To ta sama forma biznesowego rozsądku i dalekowzroczności, która przedkłada porzucenie gospodarki rabunkowej czy wyzysku pracownika na rzecz funkcjonowania z nim w symbiozie. Ponieważ tak jest dla wszystkich lepiej. Tak, to była łopatologia. Dla zainteresowanych rys historyczny na końcu artykułu, w aneksie. 

Krakowski Weekend z Larpami , fot. Michał Tenerowicz

Mówiąc krótko, firmy i przedsiębiorstwa odpowiedzialne są za skutki swojej działalności. Nie tylko, jak wspomniano, w wymiarze prawnym ale również w etycznym i moralnym. Tak więc gospodarki również dotyczy formuła etyczna, zawarta w jednej z tez ekonoma Friedricha Hayeka: „Wolność oznacza nie tylko, że człowiek ma zarówno możliwość wyboru, jak i niesie jego brzemię; oznacza także, że musi on ponosić konsekwencje swoich czynów, otrzymywać za nie pochwały lub spotykać się z potępieniem. Wolność i odpowiedzialność są nierozerwalne”. Firma odpowiada przed swoimi klientami i społecznością za swoją działalność. Dialog społeczny na poziomie lokalnym, zrównoważony rozwój, dbałość o ekologię, o pracowników i ich dobro, o ich rodziny i otoczenie, w jakim żyją. Dbałość o to, by klient, aby kupić buty, nie musiał oddychać spaloną gumą.

Jakie korzyści dają im firmom te programy? 

  1. Wzrost wiarygodności wśród inwestorów i kredytodawców – tych zainteresowanych przejrzystością, dobrze zbudowanym wizerunkiem i dobrymi relacjami firmy ze społecznością. Wiarygodność to cenna waluta, tym cenniejsza po ostatnim kryzysie. Zainteresowanych odsyłam do ciekawego moim zdaniem artykułu, choć uprzedzam, że jego treść może być dla wielu hermetyczna: http://odpowiedzialnybiznes.pl/artykuly/czy-odpowiedzialne-inwestowanie-sie-oplaca/
  2. Zwiększenie lojalności konsumentów/klientów – wzrost świadomości powoduje, że coraz częściej starannie wybieramy u kogo kupimy produkt lub usługę i z kim zawrzemy umowę. Co nam po małej oszczędności, jeśli zepsuje nam ona reputację albo po prostu produkt nie będzie nam się podobał? To jak z butami: tanie wytrzymają rok, ale lepsze będziesz nosił/-a przez dekadę. Przy tym dla firm z tradycją lub te tradycje dopiero budujących zwiększanie lojalności i przywiązania jest bezcenne. 
  3. Korzyści w zakresie pracowników – podnoszenie kultury organizacyjnej usuwa koszty złego partnerstwa, zepsutych relacji i negatywnej oceny w reklamie szeptanej. Dla larpowców szczególnie ważna jest też kwestia pozytywnego wizerunku firmy i pozytywnych relacji z pracownikami. Dobrego pracownika warto przy sobie zatrzymać. Lojalny pracownik to dla firmy istotna inwestycja. Pozafinansowe motywowanie pracowników jest w tym zakresie równie ważne. Kodeksy etyczne czy programy społeczne to równie ważne elementy co programy typu multisport i prywatna opieka medyczna. 
  4. Relacje ze społeczeństwem i władzami lokalnymi – w urzędzie czy na nieoficjalnym spotkaniu chęć udzielenia pomocy będzie większa jeśli jesteś „swój”/„swoja”, jeśli czują wobec ciebie wdzięczność, jeśli cię lubią i wiedzą, że ich nie wykiwasz. Konflikt jest ostatnim, czego chce rozsądna firma. 

Tym właśnie jest społeczna odpowiedzialność biznesu. Jest rozległa, jest wielka. I większość z was nie widzi tu wielu związków z larpami, prawda? Więc chodźmy dalej. 

Czemu nas, larpowców, ma  interesować dość dziwna polityka, o której większość nie słyszała, a wielu z tych, którzy słyszeli, w dużej mierze ona nie obchodzi? Nieliczne odpowiedzi, jakie zwykle padają, dotyczą pieniędzy. Prowadzę warsztaty z pozyskiwania grantów i dodatkowych metod finansowania projektów. Większość osób jest przekonana, że to, co im podaję, to sprytny sposób, by wyciągnąć trochę złotówek. Grancik, dotacja –  pozyskane zgodnie z zasadami lub naciągnięte. To błąd. 

Kola 2017, fot. Klaudia Toruń

Większość z tych nielicznych osób zainteresowanych pozyskaniem środków finansowych i wsparcia rzeczowego dostępnych dla NGO i grup nieformalnych traktuje takie projekty jak wyprawę łupieżczą. Pratchett, w jednej z powieści ze Świata Dysku napisał w kontekście terytorialnych sporów: Acquiris Quodcumque Rapis– dostajesz to, co złapiesz. Tak właśnie wielu larpowców postrzega wszystkie możliwości, przed jakimi stoją. Zbyt wiele osób pisząc o walorach kulturalnych larpa, o jego rozwojowym, edukacyjnym charakterze czy wpływie na rozwój człowieka, po prostu dopasowuje hasełka do wniosku. Rozwój kreatywności? Fraza-łata. Miękkie umiejętności społeczne? Integracja międzypokoleniowa, aktywny wypoczynek, przeciwdziałanie rasizmowi, ksenofobii – to wszystko dobre hasła na  dostosowanie wniosku do swoich potrzeb. 

A nie tak powinno być. Niezależnie od tego, czy jesteśmy tego świadomi czy nie, niezależnie czy traktujemy larpy jako czystą rozrywkę, czy też coś chcemy nimi pokazać, osiągnąć – wkraczamy z wkładem w lokalne społeczności i nasze otoczenie. Oddziaływanie nie musi być celowe ani świadome. Ale gdy rzucasz kamień w wodę, tworzy on fale. Nasze działania wpływają na nasze otoczenie i na społeczność. To właśnie chcę pokazać – oraz to,  jak spleść ten wpływ z potrzebami społecznej odpowiedzialności biznesu. 

Cytując za słownikiem PWN, społecznik to „człowiek bezinteresownie działający dla dobra jakiejś społeczności”. Robiąc larpy jesteśmy społecznikami. Jesteśmy tym samym, co ruchy ekologiczne, kluby seniora, WOŚP i ochotnicza straż pożarna. Tak – larpy, jako działalność i funkcja, są edukacją. Kontaktowości, kreatywności, niestandardowego myślenia i improwizacji – uczą tego wszystkiego, co stanowi o inteligencji, o samodzielności, o zdolności do rozwoju. Tak, integrujemy międzypokoleniowo. Nie rzucę tu przykładem Orkonu, gdzie rozpiętość wieku rozciąga się od 8 do 60 lat. Ale spójrzmy choćby na lubelską Kolę. Wiecie, jakie było moje zdziwienie, gdy pojawiła się starsza pani, pragnąca dowiedzieć się więcej o larpach dla swojego klubu seniora? Poczułem wtedy, że naprawdę warto. Mógłbym długo rzucać tu przykładami. Sens jest prosty: nasze działania – świadome i nieświadome – ingerują w świat. I czynią go lepszym w tych wszystkich kategoriach, które wielu uważa za prostą sposób na wyciągnięcie kasy. W krótkiej dyskusji podczas Larp Poland Kamil Bartczak przytoczył zwalczanie wykluczenia kulturalnego. Ja dodam do tego jeszcze to społeczne. Larp stanowi dla wielu kontakt z kulturą. Larp wprowadza wielu ludzi w świat fantastyki. Larp ma właściwości terapeutyczne. Walczy z wykluczeniem społecznym, daje oparcie tym, którzy boją się ludzi, życia. Daje poczucie wspólnoty. Bo larp, jako wspólnota i formuła umowy społecznej, funkcjonuje samoczynnie. Jest sprawczy w takiej formie, jak sprawcze jest wszystko to, co daje ludziom szansę, nadzieję, swoje miejsce. Rozejrzyjcie się: ilu/-e z „naszych” cierpi na depresje. Boją się świata, ludzi. Ilu/-e ma problemy. Ilu/-e chodzi na terapię. A nasze środowisko – jakie by nie było – dla wielu jest domem. Krótka przerwa na kpiny? Śmiało. Zapytacie, gdzie ja to widziałem i skąd to wziąłem? Jeśli potrzebujecie, proszę bardzo: sam chodzę na terapię. Sam biorę leki. Jak część z was wie, cierpię na silną fobię społeczną – boję się ludzi. I tak, larpy wyciągnęły mnie z wykluczenia i depresji. Wielu i wiele wyciągnęły. 

Wróćmy do sedna. Jeśli chcecie wiedzieć, jak zgrać potrzeby larpa z zasadami CSR, jaki to ma związek, jak wspierać potrzeby społeczności, firmy, biznesu, samorządu, wystarczy, że spojrzycie na to, co robicie teraz. Firmy tworzą fundusze, by wspierać konkretne rodzaje działań. Nie traktujcie ich jak debili. Jasne, wiele z nich chce po prostu napisać raport na koniec roku i pochwalić się wielkim sukcesem, jaki odniosło. Ale częstokroć im naprawdę zależy. Częstokroć pracują tam ludzie zaangażowani z całych sił w to, co robią. I chcący coś zmienić. Weźmy przykład Fantazjady (stowarzyszenia – wyjaśniając pro forma). W ostatnich sześciu miesiącach współpracowałem z nimi przy trzech projektach mających widoczne, oczywiste i w pełni realne znamiona współpracy międzysektorowej. 

Fantazjada. Niezrealizowana w pełni, bo niestety odwołana. Pewnego zimowego wieczoru napisałem dla nich trzy wnioski korporacyjne. Uzasadnienia tych wniosków mogą stanowić barwną anegdotkę, którą sam – przyznaję – wykorzystywałem podczas różnego typu spotkań. Być może błędnie, bo nie podkreślając najważniejszego faktu – że napisałem tam prawdę. Konkretnie: wystąpiliśmy do trzech z korporacji o wsparcie w związku z działaniami prowadzącymi do walki z wykluczeniem społecznych. Ale tak, Fantazjada (i nie tylko ona) to formą walki z takim wykluczeniem, Młodzi ludzie jadą by spędzić kilka dni na łonie przyrody. Przeżyć przygodę. Poznać nowych ludzi, którzy częstokroć pozostają w ich życiu

na lata. 

Porozmawiajcie z kimkolwiek, kto organizuje Fantazjadę, Orkon czy Dreamhaven. Porozmawiajcie z opiekunami na obozach larpowych. Posłuchajcie, co powiedzą wam ludzie z Oriona, z Silberbergu. Zapytajcie, ile osób do nich wraca. I ile szuka dalej. Zastanawialiście się kiedyś, jaką wartość ma dla gmin, zamków, w ogóle: miejsc, z którymi współpracujemy nasza tam obecność? Nie mówię już nawet o festynach, o atrakcjach dla miejscowych. Spytajcie kogoś z Orkonu, jak się zmienił Łutowiec, od kiedy larpowcy zostawiają tam pieniądze. Zapytajcie Dastina Wawrzyniaka czy Kasię Kehl czy lubią ich w Grodźcu. Zapytajcie Hermionę, jak jej partnerzy z Ząbkowic zapatrują się na to, co tam organizowano. 

To właśnie obchodzi również firmy. Ponieważ firma, aby działać, aby spełniać swą politykę w obszarze, jaki sobie wyznaczyła, potrzebuje partnerów. Pośredników. Operatorów. Przełożenia. 

Toyota – a pamiętać tu trzeba, że firmy japońskie mają ogromne tradycje podtrzymywania takich form współpracy – rokrocznie organizuje konkursy na granty na projekty kulturowe i infrastrukturalne w miejscu funkcjonowania ich fabryk. T-Mobile zachęca pracowników do  zgłaszania wnioski o dofinansowanie projektów społecznie użytecznych, tworzonych przez swoich pracowników. Citibank? Tak samo, podobnie jak Fundacja Kronenberga przez ten bank finansowana. Aby pracownik mógł oddać się pracy społecznej, dostaje dodatkowy płatny dzień urlopu rocznie. Z ubezpieczeniem. I zwrotem kosztów. Tak – wolontariat pracowniczy to też CSR. Sprawdzałeś/-aś u siebie w firmie czy masz do niego prawo?

Czy CSR dotyczy tylko korporacji? Nie. Małe firmy z tradycjami też to robią. Gdy cukiernia wspiera lokalne rocznice czy dostarcza ciasta do szkoły – to również jest CSR. Nawet, jeśli ta cukiernia nie nazywa tego w ten sposób. Takim przedsiębiorstwom problemy lokalnej społeczności są bliższe i bardziej dla nich zrozumiałe. 

Społeczna odpowiedzialność biznesu istnieje. Jest realna i realny jest jej kontakt z naszym środowiskiem. Skorzystajcie. Pomóżcie sobie, pomagając innym. 

Jest również druga strona medalu. Co ze społeczną odpowiedzialnością… firm larpowych? Ich społeczną odpowiedzialnością jako biznesmenów? Społeczną odpowiedzialnością wobec własnego środowiska?

Co z tego, że dla wielu ludzi – sąsiadów, szefów, kolegów – jesteśmy szaleni? Może jesteśmy. Co z tego, że dla wielu innych larpowców jesteśmy idealistami, nieogarniającymi realnego świata. Idealistyczni szaleńcy zmieniają świat. Reszta tylko go zamieszkuje. 

Aneks 

XIX wiek był epoką gospodarki rabunkowej. Pracownicy byli wykorzystywani do granic swoich możliwości, a prawa pracownicze dopiero się kształtowały. Złoża i zasoby eksploatowano rabunkowo, klienta masowego traktowano zaś jako źródło pieniądza, a nie partnera. Wielkie imperia przemysłowe tamtej epoki budowano nie zważając na etykę. Etyką był dochód. Strajki łamano siłą, ludzi wysiedlano z terenów potrzebnych przedsiębiorstwom do dalszej ekspansji. W wielu grupach do dziś funkcjonuje taki właśnie pogląd na wielkie korporacje. Takie widzimy je w wizjach pisarzy, takie głosy usłyszeć możemy na różnego typu forach. 

W kilku kolejnych fazach kolejnego stulecia urzędnicy i politycy, a nade wszystko lokalne społeczności i grupy stowarzyszone, doprowadziły do ustabilizowania i sformalizowania stosunków w trójkącie państwa, gospodarki i społeczeństwa (czyli trzech członków nazywanych obecnie w Polsce pierwszym, drugim i trzecim sektorem). Kolejne dekady, zwłaszcza w epoce po Wielkim Kryzysie (który doprowadził do uznania wielu firm za winnych ówczesnej sytuacji i biedy), spowodowały sformułowanie formuły społecznej odpowiedzialności biznesu za swoje działania. Lata sześćdziesiąte, czyli epoka niepokojów i problemów społecznych (socjalizujących, pacyfistycznych, równościowych), ostatecznie ukształtowały doktrynę która, z oczywistymi korektami, trwa do dziś. 

Andrzej Pierzchała

Submit a Comment

Categories

Blog