Image
Top
Menu
Lipiec 11, 2018

„Nie jestem nikim ważnym” – rola bez roli

Katarzyna Gabrysz

 

Na każdym konwencie, festiwalu czy zlocie larpowym pojawiają się gry, które cieszą się dużo większą popularnością niż inne. Zawdzięczają to wyjątkowo nośnemu settingowi, ciekawemu opisowi czy design docowi, a czasami tylko autorowi czy autorce, których nazwisko cieszy się renomą w larpowym światku.

Na te gry nie można po prostu się zapisać. Trzeba na nie czekać, polować, dobrze wypełnić ankietę, zostać wybranym, mieć farta, znać jakiś tajemny sposób, być docenianym larpowcem, który nie “zepsuje” postaci.

Efektem jest mała grupa wybranych szczęśliwców, którym się udało, i cała masa niezadowolonych, którym się nie udało. Czy ten problem można w łatwy sposób rozwiązać? Nie. Wprowadzane są różne kryteria przyjmowania graczy, dzięki którym twórcy próbują być mniej lub bardziej obiektywni i sprawić, że ich w pocie czoła napisana gra będzie udana – tak dla nich, jak i uczestników. Obopólna satysfakcja jest tu pożądanym rezultatem.

Ilość ról na grę jest ograniczona, miejsc często nie wystarczy dla wszystkich chętnych, nie ma tu z czym dyskutować. Proponuję jednak wprowadzenie mechaniki/podejścia, dzięki któremu larp może niskim nakładem czasowym organizatorów zwiększyć swoją liczebność, dać rozrywkę większej ilości osób, a także, w idealnej sytuacji, ubogacić się i uatrakcyjnić. Proponowane rozwiązanie to “Nie jestem nikim ważnym”.

Jak to działa?

Poza pulą postaci, które mają swoje określone cele, motywacje, zadania, historie i karty, można rozważyć dopuszczenie postaci a’la NPC – “nikogo ważnego”. Tego typu osoby brałyby udział w larpie godząc się na to, że stanowią niejako jego tło, z którym można wchodzić w interakcję.

Ich rola opisana jest jednym, maksymalnie dwoma zdaniami zgłoszonymi do mistrza gry i zaakceptowanymi uprzednio. Klimacą, tworząc żyjący świat larpa – w wielu settingach znajdzie się miejsce dla drugoplanowych postaci, które sprawią, że gra zacznie żyć. Magiczne słowa “nie jestem nikim ważnym”, wyraźnie zaznaczone na początku każdej interakcji, pozwolą pierwszoplanowym graczom rozpoznać, kto może być kluczowy dla ich historii, a kto jest tu tylko dobrze bawiącym się statystą.

Przykład? Proszę bardzo.

Rozwiązanie to przyszło mi do głowy, gdy obserwowałam larpa “Bal na Kociej”, rozgrywanego na DreamHaven 2017. Postacie-koty wchodziły między sobą w interakcję w kocim barze, prężąc się, strosząc, opowiadając historie i usiłując ugrać to, czego ich kocia dusza chwilowo potrzebowała. Całość wyglądała przez to z boku nieco sztucznie, brak bowiem było postaci, które nie próbowały się jakoś zaprezentować, zabłysnąć swoją aktorską kreacją. Na larpie to oczywiście sytuacja dość zwyczajna, jednak w momencie, w którym znajdujemy się na spotkaniu w miejscu publicznym – kole w oczy.

W przypadku wprowadzenia rozwiązania “nie jestem nikim ważnym”, pierwszoplanowy gracz, dajmy na to, Makawity, podchodzi do dwóch osób siedzących przy stole. Piją one wódkę, zagryzają śledzikiem. Grają w kości. Gracz w roli Makawitego zagaduje:

– A wy, szanowni Państwo, skąd się tutaj wzięliście?

Postać drugoplanowa, która zgłosiła się aby poklimacić, odpowiada:

– My? Och, my nie jesteśmy nikim ważnym. Ot, dwa dachowce, które szukają rozrywki. Może partia kości? Pokerek?

Po stronie gracza leży wtedy decyzja, czy ma ochotę wchodzić w luźną interakcję służącą samej przyjemności grania określonych scen, czy woli pisać historie z kimś, kto również odgrywa rolę pierwszoplanową.

Po co?

“Nikt ważny” może być doskonałym partnerem w odegraniu sceny zazdrości, narcystycznej przemowy, awantury o nic. Może dać nam okazję do zagrania sytuacji, której z nikim innym nie mamy powodu wywołać, a jednak byśmy chcieli. Obowiązuje go ta sama mechanika, te same słowa bezpieczeństwa, ale mamy pewność, że nie posiada on żadnych kluczowych dla fabuły informacji, przedmiotów, historii. Relacje nawiązywane z nim są jedynie wisienką na torcie.

Oczywiście “nieważni” mogą też grać między sobą, tak długo, jak jasne jest, że nie ma to wpływu na fabułę i wydarzenia larpa. Ich sceny nie mogą być kluczowe i najgłośniejsze – to musi być jasne od samego początku, a osoby godzące się na udział w tej formie muszą to akceptować.

Ten pomysł rozwiązuje częsty problem nieco pustych larpów, w których, przykładowo, aż roi się od księżniczek, książąt, arcybiskupów, rycerzy, magów i posłańców króla, ale nie uświadczysz zwykłych ludzi siedzących w karczmie, rozmawiających, grających w karty i wymieniających się plotkami.

Daje też możliwość wzięcia udziału w grze, w której nie wystarczyło dla nas miejsca, lub takiej, w której nie mamy ochoty grać kluczowej roli, jednak chętnie poobserwowalibyśmy wydarzenia i rozwój akcji.

Wreszcie, choć pewnie dla niektórych graczy wyda się to dziwne, są wśród larpowców ludzie, którzy po prostu to lubią. Chcieliby wejść do świata larpa, zagrać pijaka z baru, kelnerkę, chłopkę czy szeregowego żołnierza w kantynie. Takie rozwiązanie to dla nich okazja, żeby bezkarnie i bez presji tylko poklimacić.

Gdzie i kiedy?

Na pewno nie wszędzie. To rozwiązanie nie sprawdzi się na grach, gdzie fabuła musi toczyć się wartko, a każda redundantna interakcja spowalnia “dzianie się”. Nie sprawdzi się w malutkich larpach, gdzie każda osoba musi mieć kluczową rolę, a ich niewielka ilość jest clue gry. Moim zdaniem nie sprawdzi się też w larpach mocno gamistycznych, gdzie wpływ takich dystraktorów może być przez graczy niepożądany.

Decyzji autorów pozostawiam rozważenie, czy tego typu rozwiązanie sprawdziłoby się w ich grach. Dobrze jednak pamiętać, że świat ożywa właśnie dzięki ludziom, którzy nie są nikim ważnym.

Submit a Comment

Posted By

Categories

Blog, O tworzeniu gier